Dołącz do czytelników
Brak wyników

Dyrektor we współpracy

11 października 2021

NR 123 (Październik 2021)

Edukacja, komunikacja i zaufanie konieczną alternatywą dla kontroli

0 12

Kontrola jest dziś podstawowym standardem postępowania nie tylko wobec dzieci, ale także wobec dorosłych ludzi. Zresztą – jak to zwykle bywa – dorośli obsesyjnie kontrolujący dzieci przywykają do takiej formy funkcjonowania, którą traktują jako oczywistą oczywistość, nową normę, dobrą i potrzebną, a tym samym skłonni są bardziej niż kiedykolwiek wcześniej poddawać się kontroli zewnętrznej. I odwrotnie – poddawanie się kontroli zwiększa gotowość do kontrolowania innych.

Każdy z nas wie, że lista wymagań pracodawców wydłuża się, podobnie jak lista kontrolowanych działań, które koniecznie trzeba dokumentować. Każdy z nas wie, że większość z tych działań jest niedorzeczna i zupełnie niemerytoryczna, pozbawia nas cennego czasu i energii. Przekłada się to na spadek jakości pracy, stres i zmęczenie, by wymienić pokrótce to, co najważniejsze. Każdy z nas doświadcza mnożących się nakazów i zakazów w sferze społeczno-gospodarczo-politycznej, które – co więcej – egzekwowane są poprzez mnożące się kontrole i kary. 

POLECAMY

Jednocześnie nie słychać w społeczeństwie słowa skargi czy sprzeciwu. Jest to zjawisko niezwykłe, wziąwszy pod uwagę promocję takich haseł jak „wolność”, „samostanowienie”, „samorządność”. Dorośli ludzie godzą się na traktowanie poprzez nieustanne rozliczanie – pozbawione zaufania, szacunku, swobody decydowania i działania. Co więcej – niemal wszyscy zgodnie powtarzają, że podobne działania są absolutnie konieczne wobec dzieci i opinie kontrujące to głębokie przekonanie są przyjmowane co najmniej ze zdziwieniem, a najczęściej z olbrzymią wrogością. Jednym głosem mówią tak zwolennicy Librusa, wewnątrz-
szkolnych systemów oceniania zachowania, zegarków z podsłuchem, a nawet totalnej inwigilacji w postaci naruszania prywatności dziecka (czytania jego korespondencji, śledzenia kontaktów). Wszystko to w imię – a jakże – bezpieczeństwa tegoż dziecka oraz jego szeroko pojętego „dobra”.

Zastanówmy się zatem, jak kontrola wpływa na funkcjonowanie dzieci (a potem – siłą rzeczy – człowieka dorosłego). Zanim zaczniemy rozważania, zaznaczę tylko, że mówiąc „kontrola”, mam na myśli „kontrola”. Nie neguję stawiania granic ani wprowadzania zasad jako takich. Mam na myśli traktowanie surowej kontroli połączonej z karą jako podstawowego, jeśli nie jedynego środka do egzekwowania tychże zasad czy granic. Nie promuję wolności totalnej, bo ani nam ona potrzebna, ani dla nas dobra. Jestem natomiast za rozwijaniem dojrzałości i samodyscypliny w miejsce upokarzającego systemu nadzoru, nie tylko nierozwijającego człowieka, ale cofającego go w rozwoju.

Cóż za herezje, powiedzą niektórzy. Już mieliśmy bezstresowe wychowanie, wiemy, jak się skończyło. Wszystko to racja. Bezstresowe wychowanie nie jest żadnym wychowaniem, jak zawsze powtarzam. „Róbta, co chceta”, rozprężenie obyczajowe, brak wyzwań, brak zainteresowania dorosłych zachowaniem i spędzaniem czasu oraz rozwojem dzieci ma dramatyczne skutki. Widać to gołym okiem i nie wymaga to dłuższego komentarza. Dzieci potrzebują mądrych, silnych dorosłych, którzy wiedzą, co robią, którzy potrafią radzić sobie ze swoimi problemami, którzy potrafią stawiać dzieciom granice i mają adekwatne, sensowne wymagania, a jednocześnie potrafią być rozumiejący i wspierający na co dzień. Nie potrzebują natomiast nadzorców więziennych czy egzekutorów sądowych, w których – niestety – coraz częściej przeistaczają się ich opiekunowie i nauczyciele. Nie potrzebują też mieć w opiekunach czy pedagogach „kumpli”. Dzieci potrzebują dorosłych, którzy potrafią przewodzić, którzy czuwają, doglądają, towarzyszą, pomagają, jeśli trzeba, i przypominają, jeśli trzeba. Takich, którzy są obecni w ich życiu, ale nie takich, których oddech czują stale na karku. Nie potrzebują dorosłych, którzy rozliczają, upokarzają, demonstrują niezadowolenie, rozczarowanie, którzy zawstydzają. Każde z tych zachowań niszczy, podkopując myślenie o sobie dziecka oraz jego samoocenę.

Kontrola jako taka jest zasadna jedynie w sytuacji techniczno-szkoleniowej – do sprawdzania prawidłowości wykonania danej czynności, której się uczymy. Uzasadnione jest kontrolowanie poprawności wykonania zadań, celem upewnienia się, czy się opanowało daną umiejętność na zadowalającym poziomie. Skontrolować można naturalnie stan i działanie maszyn czy obiektów. Ale kontrolowanie ludzi – ich zachowania i umysłu – ani niczemu (dobremu) nie służy, ani nie jest potrzebne. Ludzi powinno się edukować i rozwijać w nich poczucie sensu stosowania się do wprowadzonych zasad oraz poczucie odpowiedzialności i satysfakcji z dobrze wykonanej pracy. To kształtuje dojrzałe samostanowienie i siłę. Podczas gdy poprzez kontrolę następuje regres albo zatrzymanie w rozwoju osobowości i osłabienie wewnętrzne człowieka.
Pytanie więc – co robić, aby dzieci robiły to, czego od nich oczekujemy, i co właściwie złego jest w kontroli? W końcu stosujemy kontrolę od wieków i jakoś to wszystko działa.

Zaczynając od końca – owszem, wszystko działa „jakoś”. Konkretnie działa źle, my natomiast, jak te powoli gotowane żaby, przyzwyczailiśmy się do rzeczywistości, która funkcjonuje w sposób szkodzący nam i naszym dzieciom. Zarówno dzieci, jak i dorośli chorują dziś częściej i poważniej niż dawniej – chorują zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Radośnie nazywając różne przypadłości „chorobami cywilizacyjnymi” i idąc dalej bez zastanawiania się nad przyczynami takiego stanu rzeczy, pielęgnujemy patologie, jakie toczą nasz świat. Wydaje się, że roztropniej byłoby je rozpoznać i przeciwdziałać im. Chorób i zaburzeń mamy cały wachlarz i wciąż dochodzą nowe (!). Patologii w dzisiejszej nowoczesności jest również bogaty wybór. Można je wymieniać, idąc poprzez wszystkie podstawowe obszary życia: od braku regularnego wypoczynku, niedoboru ruchu, nadmiaru technologii, poprzez śmieciowe pożywienie dla ciała i ducha (alkohol, narkotyki i inne używki oraz telewizja i rozrywka na niskim poziomie; do tego pornografia), a kończąc na dramatycznym pogorszeniu relacji międzyludzkich, rozluźnieniu, a nawet zerwaniu bliskich więzi. Jedną z patologii dzisiejszego świata jest obsesja kontroli.

Odpowiedzialność i samodyscyplina

W kontroli zachowania i umysłu złe jest właściwie wszystko. Dlaczego? Dlatego, że upośledza ona rozwój dyscypliny wewnętrznej i odpowiedzialności, osłabia refleksyjność i zdolność samodzielnego myślenia. Jednym słowem – utrudnia rozwój i właściwe dojrzewanie osobowości. Nadmierna motywacja zewnętrzna upośledza rozwój motywacji wewnętrznej. Bo gdy ktoś chce niejako „za nas” i pilnuje nas „za nas”, to raz – uwalnia nas od potrzeby dbania o nasze sprawy, dwa – bierze nasz obowiązek na siebie (a o to nikt nie będzie się kłócił, a w każdym razie niezbyt długo), trzy – odbiera nam wolność wyboru, a tym samym odbiera nam nasze „chcenie”, cztery – ogranicza naszą autonomię. Zostajemy więc z niczym. Jeśli ktoś żąda naszych osiągnięć, przyjmując nasze sukcesy i porażki za swoje, odbiera nam związane z tym satysfakcję oraz dyskomfort. 

Gdyby Twój mąż/partner/Twoja żona/partnerka dopingowali Cię do osiągnięć w pracy do tego stopnia, że co dzień dopytywaliby, co Ci się udało i jak dobrze wypadłaś/wypadłeś w ostatnim projekcie, gdyby demonstrowali nie tylko swoje niezadowolenie wobec niedostatecznych osiągnięć czy porażek, ale także okazywali zachwyt nad każdym Twoim sukcesem, jak byś się czuła/czuł? Jeśli myślisz, że dobrze, to zadaj sobie pytanie – jak długo czułabyś/czułbyś się dobrze; ile byś to wytrzymała/wytrzymał? I co stałoby się potem? Jakie uczucia pojawiłyby się wobec drugiego człowieka? A także do Twojej pracy? I jak wpłynęłoby to na Twoje działania, na zaangażowanie w pracę – nawet w taką, którą teraz kochasz?

Dzieci muszą to znosić w nieskończoność, całymi latami. Czy można się dziwić, że nienawidzą nauki, choć jest ona czymś tak wspaniałym i wzbogacającym? Czy ignorowanie w nieskończoność potrzeby autonomii dziecka może odbywać się bezkosztowo? Myślę, że wszyscy widzimy, że nie może.

Relacje ze sobą i z innymi

Kontrola niszczy zaufanie między dorosłymi i dziećmi. Rodzice kontrolujący dzieci zaczynają mylić troskliwą obecność z permanentną inwigilacją. Co się wtedy dzieje? Czy ktoś Cię kiedyś kontrolował? Zapewne tak – każdy z nas wychowany w dzisiejszym (i wczorajszym) systemie tego doświadczył. Przy czym dzisiejsza kontrola jest znacznie bardziej nasilona, a przez to bardziej dokuczliwa niż „wczorajsza”. Dziś, dzięki instrumentom takim jak telefon komórkowy czy Librus, jest ona prawie nieograniczona. Czy pamiętasz, jak się czułaś/czułeś, gdy rodzice lub nauczyciele starali się sprawować nad Tobą kontrolę? Co do nich czułaś/czułeś? Jaki był Twój stosunek do ich wymagań? Jak to rzutowało na wzajemne zaufanie i Waszą relację? Czy nauczyłaś/nauczyłeś się dzięki temu ufać sobie bardziej czy mniej? Czego dowiedziałaś/dowiedziałeś się o sobie z pomocą takich praktyk?

Jeśli Cię zaniedbywano, to nie masz podobnych doświadczeń i tym samym kontrola może kojarzyć Ci się z troską i z czymś dobrym. Ale to mylne skojarzenie. Troska to troska, a kontrola to kontrola. Niektórzy nie potrafią okazywać troski inaczej niż poprzez kontrolę i nadopiekuńczość. To jednak nie zmienia zachowania opresyjnego w coś pozytywnego. Niestety – kontrola zawsze związana jest z ograniczeniem zaufania i wolności, z dusznością w relacji i swego rodzaju uciskiem.

Kontrolowane dzieci uczą się braku zaufania do siebie; kontrola wzmaga ich niepewność oraz tendencję do poszukiwania potwierdzenia w oczach drugiego człowieka. Zamiast wyciągać wnioski z własnych doświadczeń i szukać swojej drogi – oglądają się na innych; zamiast myśleć, czy są zadowolone bądź dumne z własnych wyborów – patrzą, „co powiedzą ludzie”; zamiast kierować się własnymi wartościami – kierują się cudzymi opiniami, których stają się niewolnikami. W ten sposób uczą się też lęku przed ludźmi. Często są niepewne, gdyż nauczono je, że to inni wiedzą lepiej niż one same, czy postępują dobrze, czy źle. Wchodzą więc w życie słabe i zależne; niejednokrotnie nigdy nie będąc w stanie uniezależnić się od cudzych ocen, stają się ich niewolnikami. Częstokroć nigdy nie są w stanie funkcjonować do końca samodzielnie, najlepiej odnajdując się w układzie podporządkowania komuś lub czemuś. Czy to źle? – zapytacie. A czy to dobrze? Rozejrzyjcie się, jak wygląda i działa nasz świat oparty na bezwolnym podporządkowaniu…

Autonomia

Kontrolowanie dzieci w takim rozmiarze, jak ma to miejsce w nowoczesnym, zachodnim społeczeństwie, uniemożliwia rozwój autonomii, co jest niezwykle ważnym obszarem dojrzewania i indywidualizacji dziecka. Jest czynnikiem niezbędnym do budowania odrębności od rodziców, warunkiem koniecznym do samookreślenia, zbudowania tożsamości.

Presja na spełnianie oczekiwań rodzi z kolei opór i bynajmniej nie zachęca do większego zaangażowania w realizację nawet sensownych zadań czy wartości. Odwrotnie – nadzór dorosłych prowokuje młodych ludzi do kłamania i lawirowania, celem obronienia się przed ich prześladowaniami – bo w skrajnych przypadkach właśnie taką formę w odczuciu dzieci przybiera nadmierna kontrola. Dzieci, zamiast zastanawiać się nad właściwymi decyzjami, szukają sposobu na obronę przed odebraniem wolności. Zgodnie z przysłowiem na złość babci odmrożę sobie uszy, robią rzeczy niedorzeczne po to tylko, aby mogły zrobić po swojemu. A to dlatego, że „robienie po swojemu” jest ważnym celem rozwojowym – pozwala dziecku przygotowywać się do dorosłego życia, ćwiczyć i rozszerzać samodzielność, która przecież powinna być w końcu całkowita. Jak to zrobić, gdy ktoś ją stale ogranicza, wiedząc lepiej i demonstrując to przy każdej okazji? Jak ćwiczyć pewność siebie, jeśli to tylko starsi albo utytułowani coś wiedzą?
Co gorsza – młodsi jak na dłoni widzą, że starsi wcale nie wiedzą, za to trwają w tym przekonaniu bez względu na konsekwencje. Jak dzieci i młodzież mają czuć się bezpiecznie w takim układzie, jak mają z niego czerpać, jak radzić sobie ze sprzecznymi komunikatami: szczytne deklaracje („rodzina/szacunek/równowaga to podstawa”) versus obserwowalne, smutne fakty z życia? Jak mają czerpać, mając wokół tyle złych przykładów i – co więcej – nie mogąc ich kontestować, gdyż wszelka krytyka traktowana jest co najmniej niepoważnie, jak zwykła niedorosłość? Jak mają uczyć się wyciągać wnioski z błędów – zarówno swoich, jak i cudzych, jeśli błędy dorosłych objęte są tabu, ich własne są wyolbrzymiane, a oczekiwanie jest jedno – bezdyskusyjne podporządkowanie i kontrola od kołyski.

Jak inaczej?

Jeśli nie poprzez kontrolę, to jak wychowywać dzieci, żeby były odpowiedzialne i pracowite, żeby przestrzegały zasad i trzymały się ważnych wartości?

Cóż, jak zawsze – trzeba zacząć od siebie. Jeśli jesteśmy spójni i prezentowane przez nas postawy są zgodne z deklarowanymi, a do tego posiedliśmy wspaniałą sztukę dobrej komunikacji i uzyskiwania porozumienia (która nota bene powinna być podstawą nauki szkolnej), to tym sposobem, bez jakichś szczególnych zabiegów wychowawczych, przykładem i dobrą rozmową, wpoimy dzieciom to, co reprezentujemy. Jeśli, dzięki empatii i szacunkowi, jakimi je otoczymy, uzyskamy ich zaufanie – wówczas po prostu będą podążać za nami. Będą pytać – jeśli także będą pytane, będą słuchać – jeśli będą słuchane, i będą ciekawe nas, jeśli okażemy im zainteresowanie. Będą oczywiście popełniać błędy i podejmować nie zawsze najlepsze decyzje, ale właśnie na tym polega dorastanie. Nie będą tego natomiast robić w dzikim szale sprzeciwu wobec ucisku dorosłych, nie na oślep i za wszelką cenę. Jeśli ich potrzeby będą zaspokojone, a dom i szkoła będą bezpiecznymi przystaniami, nie będą tak podatne na wpływy grup rówieśniczych (jeśli do tego wyłączymy telewizor i ograniczymy czas ekranowy, ta podatność na negatywne wpływy spadnie jeszcze bardziej).

Musimy nauczyć się, jak być autorytetem dla dziecka. Kim jest autorytet? To nie osoba, która budzi trwogę. Autorytet opiera się na szacunku, nie na strachu. A szacunku nie buduje się, będąc prześladowcą albo kumplem. Szacunek buduje się, reprezentując wartości, jakie się głosi, będąc inspiracją. Szacunek innych mogą budzić Twoje: wiedza, doświadczenie, charakter, postawa życiowa, umiejętności, szanowanie dziecka. Prawdziwego szacunku nigdy nie zbuduje się na bezwzględności, upokorzeniu czy zastraszeniu drugiego człowieka. Autorytet to ktoś, kogo się podziwia, nie ktoś, kogo się lęka.
Jakie autorytety mają dzisiejsze dzieci? Za kim podążają? Postaciami, które mogłyby naśladować, możemy być my sami – każdy rodzic i każdy nauczyciel, wystarczająco silny, mądry, dobry i uczciwy, aby budził szacunek.

Jeśli chcesz przekazać coś małemu człowiekowi, po prostu go tego naucz. Naucz nie znaczy przymuś. Naucz znaczy wyjaśnij zasadność pewnych oczekiwań bądź zasad (a jeśli nie potrafisz ich wyjaśnić, to zastanów się nad ich sensem – to, że coś jest pow...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Monitor Dyrektora Przedszkola"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy