Dołącz do czytelników
Brak wyników

Dyrektor a finanse

11 października 2021

NR 123 (Październik 2021)

Czy fundraising w przedszkolu ma prawo bytu? Podstawa prawna

0 11

Obserwowany od wielu lat wzrost zainteresowania wychowaniem i edukacją przedszkolną stanowi wielkie wyzwanie dla całego systemu. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w roku 2003 do przedszkola uczęszczało 998 tysięcy dzieci, z kolei 16 lat później – 1 mln 393 tysięcy, czyli blisko o 40% więcej. Autentyczna radość miesza się z troską o możliwości finansowe. W tym kontekście szczególnie ważne staje się pytanie o nowe źródła pozyskiwania funduszy i możliwość wprowadzania przedszkolnego fundraisingu.

Otoczenie prawne

Stabilność jest jednym z fundamentów tzw. dobrego prawa, a więc takiego, którego konstrukcja nie budzi choćby w najmniejszym stopniu poczucia niesprawiedliwości, a zasadność jego stosowania nie jest publicznie kwestionowana. Teoretyk prawa, wybitny profesor Uniwersytetu Harvarda Lon Luvois Fuller, określając osiem cech dobrego prawa, w punkcie siódmym odnotował, że prawo powinno „być stabilne – nie powinno zmieniać się zbyt często”. Tymczasem w kraju nad Wisłą polityczni decydenci wyznają zgoła odmienne zasady. Od wielu lat ujawnia to firma doradcza Grant Thornton, realizująca projekt „Barometr stabilności otoczenia prawnego w Polsce”.

Owocem pracy zespołu prawników i doradców biznesowych jest doroczny, niezwykle szczegółowy raport dotyczący tzw. produkcji prawa, czyli liczby zmian w polskim prawie. Dowiadujemy się z niego, że w ubiegłym roku wprowadzono w życie 14 921 stron maszynopisu aktów prawnych. Gdyby przyjąć dość optymistyczne założenie, że przeczytanie jednej strony trwa dwie minuty, choćby pobieżne zapoznanie się z nimi zajęłoby godzinę i 58 minut każdego dnia roboczego. W rzeczywistości pełne zrozumienie skomplikowanego prawno-urzędniczego żargonu i odnalezienie wszystkich odniesień do innych powiązanych aktów prawnych trwałoby zdecydowanie dłużej. 

Poważne zaniepokojenie może budzić również jakość stanowionego prawa. Doradcy z Grant Thornton zbadali średni okres prac nad ustawą, czyli czas liczony w dniach, począwszy od formalnego złożenia aktu prawnego w Sejmie RP, a na złożeniu podpisu przez Prezydenta RP skończywszy. Czas ten w roku 2000 wynosił 201 dni, 10 lat później, a więc w roku 2010 – 170 dni, a w 2020 – już 77. I choć znaczące przyspieszenie możemy interpretować jako zmianę pozytywną, możliwość adekwatnej i szybkiej reakcji ustawodawcy na zachodzące zmiany gospodarcze i społeczne – co jest, oczywiście, zgodne z prawdą – należy pamiętać o szerszym kontekście. W ubiegłym roku 68% stanowionego prawa w żaden sposób nie konsultowano ze społeczeństwem. To spora, i niestety niekorzystna, zmiana. Jeszcze w 2016 r. „tylko” 26% wchodzących w życie ustaw nie poprzedzały konsultacje publiczne. Warto zaznaczyć, że regulamin Rady Ministrów szczegółowo określa kwestie konsultacji. Strona rządowa, wnosząc nowy projekt ustawy, zobowiązana jest rozpisać procedurę przeprowadzenia konsultacji publicznych, uwzględniając w niej wszystkie zainteresowane strony. Po zakończeniu konsultacji należy też upublicznić ich przebieg na stronie Rządowego Centrum Legislacji. 

Spośród 770 stron rozporządzeń opublikowanych przez Ministerstwo Edukacji i Nauki w 2020 r. lwia część – używając potocznego języka – zmienia reguły w trakcie gry. Wpisuje się to w szerszy proces nieustannych reform i korekt zasad funkcjonowania polskiej oświaty. Zmiany podyktowane potrzebą chwili, realizacją partyjnego programu lub te zupełnie niemożliwe do logicznego uzasadnienia tworzą chwiejne otoczenie prawne polskiej oświaty. Fundamentalna w swoim znaczeniu ustawa o systemie oświaty doczekała się blisko 40 nowelizacji i aż sześciokrotnie została uznana przez Trybunał Konstytucyjny za częściowo niezgodną z Konstytucją RP. W dodatku niedawno publicznie zapowiedziano kolejną reformę, co nie pozostawia złudzeń – oświata wciąż nie może spodziewać się stabilnego prawa. 

POLECAMY

Fundraising według MEiN

W oficjalnych dokumentach resortu edukacji nie sposób znaleźć informacji dotyczących fundraisingu. W przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych Ameryki resort nie dostarcza na biurka dyrektorów poradników i broszur na ten temat. Nie oznacza to jednak, jak mogłoby się wydawać, zupełnego niedostrzegania tej kwestii. Stan świadomości fundraisingu przy alei Szucha wyjaśnia pismo będące odpowiedzią na mój list z maja bieżącego roku. Wtedy z myślą o Państwie zapytałem w nim m.in. o to, czy nauczyciele i dyrekcja szkoły bądź przedszkola zgodnie z ustawą z dnia 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe mogą prowadzić działania fundraisingowe, a w dalszej części zdefiniowałem ich rozumienie jako: 

  • zachęcanie absolwentów, rodziców uczniów, środowisko lokalne do dobrowolnego wspierania finansowego funduszu prowadzonego przez radę rodziców na rzecz realizacji statutowych celów przedszkola,
  • zachęcanie firm i instytucji do wsparcia materialnego bądź finansowego funduszu prowadzonego przez radę rodziców na rzecz realizacji statutowych celów przedszkola,
  • przyjmowanie darowizn pieniężnych na konto bankowe przedszkola,
  • zachęcanie do dokonywania dobrowolnych darowizn pieniężnych na konto bankowe przedszkola.

W odpowiedzi nadesłanej już po trzech miesiącach resort edukacji wyjaśnia, że „fundraising to profesjonalne i systematyczne pozyskiwanie finansowania lub darów rzeczowych albo darmowych usług na rzecz organizacji non-profit”. W kolejnym akapicie zaznacza, że „przepisy prawa oświatowego nie regulują tej metody zbiórki środków finansowych, w tym w działalności społecznych organów szkoły i przedszkola”. I choć tak przedstawiona definicja zdaje się zupełnie wykluczać obecność fundraisingu w przedszkolu, to w dalszej części listu ujawnia się prawdziwe, nieco ukryte jego rozumienie. Po pierwsze, resort wskazuje na rolę rady rodziców jako społecznego organu przedszkola, który może „gromadzić fundusze z dobrowolnych składek rodziców oraz innych źródeł” [pisownia oryginalna za MEiN], określa również ich podstawę prawną i możliwość przeznaczenia, wskazując wprost, że „zasady wydatkowania funduszy rady rodziców określa regulamin, o którym mowa w art. 83 ust. 4. ww. ustawy1”. Po drugie – resort przypomina, że „szkoła jest jednostką organizacyjną jednostki samorządu terytorialnego – podlega zatem ścisłym zasadom towarzyszącym obrotowi środkami publicznymi na określonym ustawą poziomie zarządzania”, a tym samym: „nie istnieje możliwość przepływu środków finansowych w jednostkach działających na podstawie ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r.2 o finansach publicznych (…) – w trybie pozaplanowym i pozabudżetowym”. Następnie wylicza podstawowe (zgodnie z art. 10) zadania organu prowadzącego przedszkole: 

  • zapewnienie warunków działania przedszkola, w tym bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki,
  • zapewnienie warunków umożliwiających stosowanie specjalnej organizacji nauki i metod pracy dla dzieci i młodzieży objętych kształceniem specjalnym, 
  • wykonywanie remontów obiektów przedszkolnych oraz zadań inwestycyjnych w tym zakresie,
  • zapewnienie obsługi administracyjnej w tym prawnej, obsługi finansowej i obsługi organizacyjnej przedszkola,
  • wyposażenie przedszkola w pomoce dydaktyczne i sprzęt niezbędny do pełnej realizacji programów nauczania, programów wychowawczo-profilaktycznych, przeprowadzania egzaminów oraz wykonywania innych zadań statutowych.

I konkluduje: „nie jest dopuszczalna prawem sytuacja, w której środki rady rodziców są przeznaczane na elementarne potrzeby uczniów – ławki, szafki itp.”. W tym miejscu warto przywołać ustalenia kontrolerów Najwyższej Izby Kontroli, którzy w latach szkolnych 2014/2015 i 2016/2017 wizytowali w różnych częściach kraju 20 szkół prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego. W połowie kontrolowanych szkół stwierdzono wydatkowanie środków zgromadzonych przez rady rodziców niezgodnie z obowiązującymi przepisami. Pieniądze zamiast na wsparcie działalności dydaktyczno-wychowawczej przedszkola przeznaczano na finansowanie remontów przedszkolnych pomieszczeń i zakup wyposażenia – a to zadanie JST. I choć misją kontrolerów NIK było jedynie rzetelne odniesienie zastanej sytuacji do aktualnego stanu prawnego, bez uwzględnienia subiektywnej oceny, to nie sposób nie uznać, że w uzasadnionych przypadkach remont świetlicy czy elewacji jest niezbędny do prowadzenia działalności dydaktyczno-wychowawcze przedszkola. Najwyraźniej do podobnego wniosku doszła dyrekcja Przedszkola Specjalnego nr 213 w Warszawie – a także wiele innych dyrekcji, w przedszkolach różnych szczebli – które wspólnie z radą rodziców i przy udziale włodarzy miasta postanowiło zebrać pieniądze na remont kuchni. Środki na niezbędny remont zbierano m.in. w ramach zbiórki publicznej prowadzonej przez radę rodziców. I kluczowa, choć łatwa do pominięcia, jest forma prawna – zbiórka publiczna. Ta bowiem daje możliwość legalnej zbiórki pieniędzy na dowolny cel, np. remont lub inwestycję. Resort edukacji zdaje się mieć tego świadomość, dlatego – zdaniem niektórych ekspertów – konstrukcja prawna funkcjonowania rady rodziców zakłada gromadzenie funduszy z dość tajemniczych „innych źródeł”, a tym samym otwiera cały wachlarz nowych możliwości i jak informuje sam resort, „w związku z powyższym, działalność fundraisingowa może mieć miejsce na terenie szkoły, z zastrzeżeniem, że w szkołach i placówkach publicznych żaden z powołanych organów społecznych nie ma upoważnienia (prawnego ani faktycznego) do ustanawiania jakichkolwiek obowiązkowych opłat”. 

Rola rady rodziców

W 2018 r. resort edukacji (pod ówczesną nazwą MEN) opublikował poradnik rady rodziców. W tej niewielkiej, 15-stronicowej broszurce skierowanej raczej do rodziców niż dyrekcji przeds...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Monitor Dyrektora Przedszkola"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy