Dołącz do czytelników
Brak wyników

Twarzą w twarz

12 czerwca 2018

NR 93 (Czerwiec 2018)

O pokonywaniu barier, współpracy i o tym, że wszystko się da

0 209

Rozmowa z Joanną Ławicką na temat dziecka z autyzmem w polskiej edukacji

Jakie są największe wyzwania w edukacji dzieci z autyzmem?

Naprawdę nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie… Problematyka spektrum autyzmu jest tak skomplikowana, jak cała psychologia rozwoju człowieka. Właściwie należałoby powiedzieć, że ludzie ze spektrum autyzmu stanowią swego rodzaju fascynującą soczewkę dla wszystkich procesów rozwojowych zachodzących w życiu jednostki. I być może to właśnie jest największe wyzwanie… Żeby dobrze prowadzić edukację dziecka ze spektrum autyzmu, trzeba dysponować dużą wiedzą. Bardzo często w mojej pracy wykładowcy spotykam się z pytaniami kursantów czy studentów o polecaną literaturę, która mogłaby być pomocna w pracy z dziećmi w spektrum. Moi rozmówcy oczekują wskazania im książek, artykułów „o autyzmie”, tymczasem zupełnie nie tędy droga. Najpierw trzeba bardzo dobrze zrozumieć specyfikę rozwoju człowieka w ogóle. Trzeba zaczytać się w książkach Piageta, Wygotskiego, Helen Bee, czy wybitnych kognitywistyków, takich jak Casacubert, Jaegwon Kim czy Torkel Klingberg. Następnie poznać prace wybitnych współczesnych psychologów, takich jak chociażby Bo Helskov-Eleven… Potem dopiero można bezpiecznie przejść do literatury dotyczącej samego spektrum, mając już poważne i wielokierunkowe przygotowanie rozwojowe. Tymczasem w naszym kraju dominuje podejście odwrotne. Nauczyciele, terapeuci chwytają książki ze słowem „autyzm”, najlepiej w tytule, najchętniej będące prostymi poradnikami dającymi pozorne odpowiedzi na pytanie „co zrobić, kiedy mój uczeń…” i mają poczucie świetnego przygotowania do pracy. Cóż… Reasumując, największym wyzwaniem wydaje się to, co najbardziej nieuchwytne – indywidualne ścieżki rozwoju własnego, zawodowego i osobistego ludzi, od których zależy edukacja dzieci z autyzmem. Co to znaczy – zawodowego i osobistego? Powiedziałam kilka słów o przygotowaniu merytorycznym, ale to jeszcze nie wszystko.

Pozostaje ogrom pracy nad sobą, swoją osobowością, emocjami, otwartością mentalną… Tego nie da się zrobić bez dużego zaangażowania i pokory. To, w jaki sposób postrzegamy rzeczywistość, jest odbiciem naszego stanu emocjonalnego i psychicznego. Jeżeli nie przepracujemy (często w toku psychoterapii) swoich własnych problemów i trudności, nie będziemy gotowi do tego, co w pracy z dziećmi ze spektrum najtrudniejsze – akceptacji i zrozumienia. 

Jakie warunki muszą spełniać szkoła i przedszkole, żeby mogły przyjąć dziecko autystyczne?

Możemy tu wyodrębnić kilka poziomów – od banalnie prostych do bardzo złożonych. Moja praktyka pokazuje, że nawet te najprostsze mogą się rozbijać o barierę mentalną, wyrażającą się najczęściej słowami: „nie da się”. Zacznijmy zatem od początku – warstwa sensoryczna. Uczniowie w spektrum charakteryzują się dużą indywidualnością potrzeb w tym zakresie. 

Placówka każdorazowo powinna je bezwarunkowo uwzględnić. Powinniśmy zadać sobie pytanie, czy dziecko ma gdzie odreagować nadmiar bodźców, znaleźć ukojenie, czy sale, pomieszczenia nie atakują nadmiarem sygnałów sensorycznych… I zawsze, ale to zawsze trzeba zoptymalizować warunki do potrzeb konkretnych dzieci. Na kolejnym poziomie mamy bazę dydaktyczną. Wiele mówi się o dostosowaniu dydaktyki i metodyki do potrzeb uczniów o specjalnych potrzebach. Niestety, na ogół są to puste slogany zamieniające się w działania pozorowane. Tymczasem musimy zdawać sobie sprawę z tego, że uczeń w spektrum myśli zupełnie inaczej niż dziecko o typowym rozwoju i w związku z tym realnie potrzebuje indywidualnych strategii nauczania. Nie wystarczy dać mu więcej czasu, nie wystarczy obniżyć wymagania. Jemu trzeba wiele rzeczy po prostu w inny sposób przedstawić. Zastanówmy się, czy nasza szkoła, przedszkole posiadają możliwość wdrożenia alternatywnej i wspomagającej komunikacji (AAC) także dla uczniów mówiących – oni także często potrzebują wizualizacji języka mówionego. Czy potrafimy obrazować treści edukacyjne? Odejść od mówienia na rzecz obrazu, który stanowi podstawę myślenia dziecka ze spektrum? Czy korzystamy z planów aktywności będących gwarancją bezpieczeństwa i zasobem wspierającym rozwój pamięci proceduralnej? Jeżeli nie, to znaczy, że nasza placówka jest nieprzystosowana do nauczania dzieciaków z tej niesamowitej grupy rozwojowej. 
I ostatnia, najtrudniejsza warstwa… Mentalna. Możemy przyjąć do placówki dziecko ze spektrum, jeżeli rozumiemy, że naszym zadaniem jest wspierać je w jego specyficznej ścieżce rozwojowej, a nie zmieniać w dziecko typowe, naprawiać deficyty, przekształcać w istotę, którą nigdy nie będzie. 

Jakie kwalifikacje musi mieć nauczyciel wspomagający? Jakie są jego zadania? 

Od strony formalnej określają to przepisy prawa oświatowego. Zgodnie z przepisem § 6 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 17 listopada 2010 r. w sprawie warunków organizowania kształcenia, wychowania i opieki dla dzieci niepełnosprawnych (t.j. Dz. U. z 2014 r., poz. 414) w przedszkolach i szkołach ogólnodostępnych, za zgodą organu prowadzącego, będą to osoby posiadające kwalifikacje w zakresie pedagogiki specjalnej. 

Zgodnie z literą prawa zadania nauczyciela wspomagającego obejmują:

  • prowadzenie wspólnie z innymi nauczycielami zajęć edukacyjnych oraz wspólnie z innymi nauczycielami i ze specjalistami realizowanie zintegrowanych działań i zajęć określonych w programie,
  • prowadzenie wspólnie z innymi nauczycielami i ze specjalistami pracy wychowawczej z uczniami niepełnosprawnymi, niedostosowanymi społecznie oraz zagrożonymi niedostosowaniem społecznym,
  • uczestniczenie, w miarę potrzeb, w zajęciach edukacyjnych prowadzonych przez nauczycieli oraz w zintegrowanych działaniach i zajęciach, określonych w programie, realizowanych przez nauczycieli i specjalistów,
  • udzielanie pomocy nauczycielom prowadzącym zajęcia edukacyjne oraz nauczycielom specjalistom realizującym zintegrowane działania i zajęcia, określone w programie, w doborze form i metod pracy z uczniami niepełnosprawnymi, niedostosowanymi społecznie oraz zagrożonymi niedostosowaniem społecznym.

Tyle mniej więcej mówi prawo. Realnie nie znaczy to kompletnie nic. Czy osoba, która ukończyła 20 lat temu pedagogikę specjalną, ma jakiekolwiek pojęcie o specyfice dzieci ze spektrum, jeśli nie jest pasjonatem dążącym do zdobywania najnowszych osiągnięć nauki? A może jest nim nauczyciel po kursie oligofrenopedagogiki, na którym dowiedział się, że dzieci „chore na autyzm” potrzebują hipoterapii i zabaw z kręgu Weroniki Sherborne? A może takim specjalistą jest ktoś, kto ma teczkę pełną dyplomów i przeróżnych certyfikatów, często dotyczących wykluczających się podejść, których nie potrafi zweryfikować, bo uczył się tego, „co zrobić, gdy uczeń…”, a nie rzetelnej wiedzy o rozwoju człowieka? 

Jednak pomijając kwalifikacje merytoryczne i formalne, pozostaje chyba kwestia najistotniejsza, którą nazwałabym kwalifikacjami etycznymi i mentalnymi. Wśród nich, oprócz wspomnianej gotowości do zrozumienia i akceptacji odmiennej ścieżki rozwojowej dziecka ze spektrum, podkreśliłabym charakterologiczną zdolność nauczyciela wspomagającego do przeciwstawiania się wszechobecnej w polskim systemie edukacji roli niani. Nauczyciel wspomagający jest nauczycielem, a nie kimś, kto ma wyprowadzić dziecko z autyzmem do toalety czy na korytarz, żeby nie przeszkadzało innym. Kimś, kto potrafi prowadzić dialog z nauczycielami przedmiotów, zdobywać informacje o planowanych działaniach dydaktycznych i realnie wdrażać rozwiązania wspierające edukacyjnie dziecko ze spektrum. Niestety, dziś te słowa brzmią nieco jak utopia. I to jest przykre. 

Jakie są największe problemy w obszarze edukacji dzieci z autyzmem?

Brak zrozumienia tego, czym w istocie jest spektrum autyzmu. W naszym kraju podręcznik do biologii dla uczniów klasy siódmej podaje, że autyzm jest nieuleczalną chorobą… Cóż, to mówi wiele, a może nawet wszystko. Tysiące nauczycieli powielają tę bzdurę bezkrytycznie. Bez elementarnej wiedzy o tym, że spektrum autyzmu stanowi odmienny od powszechnego wzorzec rozwojowy, występujący we wszystkich populacjach, nic się w edukacji dzieci z autyzmem nie zmieni. Dalej będziemy uważać za sukces przeprowadzenie dziecka przez wszystkie etapy edukacji, kompletnie nie myśląc o funkcjonalnym znaczeniu tego procesu.

Osobiście używam – może niezbyt miłego, ale dość prawdziwego – sformułowania „zakładnicy matury”. Znam dziesiątki młodych dorosłych ze spektrum, którzy są „sukcesem edukacji”. Potężnym, nieludzkim wysiłkiem, wbrew własnym potrzebom i możliwościom zrozumienia sytuacji, zdali maturę. I od kilku lat siedzą zamknięci w czterech ścianach, niezdolni do jakiejkolwiek egzystencji, niemający zielonego pojęcia o tym, kim są, jakimi są ludźmi, co przeżywają, co jest dla nich ważne, a co nieistotne… I oby tylko we własnych, rodzinnych czterech ścianach. Niestety, wielu z nich ma już liczne doświadczenia pobytów na oddziałach psychiatrycznych. Bo żaden człowiek nie może bezpiecznie przeżyć życia w oderwaniu od tego, kim jest. Nawet z dyplomem najlepszej uczelni. 

Jak powinny wyglądać idealne zajęcia dla dzieci z autyzmem w szkole i w przedszkolu? 

Rozumiem intencje kryjące się za tym pytaniem… Jednak nie podejmuję się odpowiedzieć na to pytanie w sposób jednoznaczny. Jest taka zasada – jeżeli znasz dziecko z autyzmem, to zna...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Monitor Dyrektora Przedszkola"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy